A wszystko to miało miejsce w dniu 05 stycznia 2013r. Data ważna nie tylko dla nich ale również dla mnie. Szymon to mój chrześniak i można powiedzieć, że go sobie wychowałem - oczywiście przesada, bo który rodzic chrzestny przykłada się do roli wychowawcy. Są trzy wyjątki aktywności rodziców chrzestnych od tej reguły: chrzest, pierwsza komunia i ślub. Ja to chyba i z tych obowiązków za dobrze się nie wywiązywałem. Ale tak już mam - idę pod prąd.

Gdy już Młody Pan dotarł do swojej oblubienicy i gdy już młodzi wymienili całusy, spojrzenia i uściski odbywa się błogosławieństw Pary Młodej przez rodziców i swatów ( te określenia działają w obie strony).
Ale i tu nie tak łatwo dotrzeć do kościoła. Ta brama była bardzo oryginalna i pomysłowa. Rower na drodze młodej pary. Nic to nie symbolizuje, ale wózek - to by było już coś! Dla "bramienników" to była najtańsza inwestycja. Bramę zrobili z tego co mieli pod ręką. Nic nie wydali, a wzbogacili się o kilka półlitrówek. Nie dało rady inaczej przejść.
Młoda Para powiedziała sobie sakramentalne tak i założyła sobie wzajemnie obrączki na serdeczny palec w kościele parafialnym pod wezwaniem św.Piotra Apostoła w Wadowicach o godz. 15:32
A możne to było o 16:32, bo nie jestem pewien czy w aparacie miałem przestawiony czas na zimowy. W każdym razie nie było całkiem ciemno. Ślub był bardzo uroczysty - z udziałem trzech księży.
Każde wesele ma trzy stałe punkty scenariusza.
Punkt 1 - składanie życzeń Młodej Parze przez gości weselnych. Ja w tym punkcie zawsze mam dylemat jak ułożyć życzenia dla Młodej Pary by nie były one zdawkowe typu "wszystkiego najlepszego". Co wymyśliłem nie powiem, ale było szczerze i ładnie. Żona mi to powiedziała.
Punkt 2 - toast i pierwszy taniec. Powiem tak: jest to wyzwanie, zwłaszcza jeżeli chodzi o taniec. Anka i Szymon byli przygotowani - chyba ćwiczyli bo taniec był atrakcyjny, dynamiczny i z figurami.
Przyjęcie weselne było w Domu Weselnym należącym do OSP. Stoły pięknie ozdobione, a dla każdego gościa Młoda Para przygotowała mały serdeczny,
pięknie zapakowany prezencik. Słodko było. Dziękuję.
To zdjęcie przedstawia scenę z bardzo, baardzo, baaaaardzo długiego pocałunku po gorącym wezwaniu gości "gorzko, gorzko...". Że też im nie brakło tchu, a Szymon utrzymał Ankę w ramionach w trudnej pozycji - jak on to zrobił? Brawo.
Oczywiście nie można pominąć "oczepin", które tym razem były starannie wyreżyserowane a trofea zdobyli młodzi, którzy mieli w planie zaślubiny. Nagrodą za trud przy łapaniu bukietu Panny Młodej i krawata był wspólny taniec na krześle z asekuracją. Zastanawiałem się kto jest w większym niebezpieczeństwie - tancerze czy asekuracja. Stawiam na asekurację
Oczepiny to trzeci stały punkt wesela.
Wspaniale się bawiliśmy przy dźwiękach zespołu znanego nam z wesela Pawła i Sabiny. Zespół ten sam, ale jak dla mnie całkiem inny.

Byli tak dobrzy w "gwiazdorzeniu", że panny ustawiały się w kolejce do muzyków. Po autografy? Nie ! Po całusy. To oczywiście w ramach weselnych zabaw.

Takich problemów nie miały dzieci, dla których każda zabawa - pociągi, kaczuszki lambady i inne utwory to największa frajda i powód do radości i zabawy z dorosłymi.
Wesele trwało dwa dni. Było mnóstwo zabawy, śmiechu, śpiewu, tańców, radości, wzruszeń jadła i napitku. Tej radości, dziecięcego optymizmu, wiary, zapału i dostatku życzę Ance i Szymonowi na całe wspólne pożycie.